Ponieważ przed zawodami padały deszcze, polne i leśne ścieżki rozmiękły mocno. Zawodnicy byli umorusani błotem od stóp do głów. Na najdłuższym dystansie skrócono trasę - wyeliminowano jeden z najtrudniejszych jej elementów - górską ścieżkę dookoła Okola. Wyniki zawodów znajdziecie zapewne na stronie http://www.skandiamaraton.pl/jelenia_gora.asp.
Ja skoncentrowałem się na obserwacji i fotografowaniu zawodników w górach. Swoim zwyczajem siadłem na rower i pojechałem w plener. Zdjęcia, które wykonałem pochodzą z odcinka pomiędzy miejscowością Chrośnica a Górą Szybowcową w Grzbiecie Małym. Czyli podjazd w okolicy Leśnicy (najwyższe miejsce na trasie - 650 m n.p.m), zjazd do szosy Dziwiszów - Płoszczyna, oraz ostatni podjazd do mety. Nie mogłem być jednocześnie w innych ciekawych miejscach maratonu. Na przykład w Barcinku, Pilchowicach, czy Tarczynie, trudno... tak czy inaczej okolice te mam zapisane na taśmie filmowej.
Filmy uzupełniają dobrze fotoreportaż składający się z ponad 60-ciu zdjęć. Miałem szczęście (bikerzy również). W dniu zawodów przestało padać i można było robić zdjęcia bez przeszkód. Ludzie, rowery, pejzaże. Lubię łączyć sport z pięknymi widokami... A w Górach Kaczawskich ich nie brakuje. Odkryli to wcześniej narciarze odwiedzający sąsiednią Łysą Górę podczas zimy. A kolarze górscy? No także! Po naszych górach i pogórzu przemykają się miejscowi... Lub nawet ludzie z całego Dolnego Śląska. Sporo osób zna trasy rowerowe w masywie Łysej Góry z rozgrywanego tu od 2003 roku cyklu crossów Łysogorki MTB.
Malownicze góry i doliny; spore przewyższenia w trakcie jazdy. Pomimo, że szczyty są siedemsetmetrowe, to jednak często spotyka się tu mordercze podjazdy. No, ale przecież dzisiaj kolarze (być może i moi Czytelnicy), poznali je na własnej skórze. Zatem wypada sobie teraz przypomnieć miły wyścig! Zapraszam do galerii (film).