SKO uznało, że gmina, wydając decyzję środowiskową, konieczną do wydania pozwolenia na budowę, nie uwzględniła głosu lokalnej społeczności. Zdaniem kolegium, burmistrz Karpacza nie podał prawidłowo do publicznej wiadomości informacji o toczącym się postępowaniu. Nakazane przez SKO ponowne rozpatrzenie sprawy będzie musiał przeprowadzić z udziałem szerszej grupy osób.
Na brak udziału społeczności w procedurze zwrócili uwagę mieszkańcy Karpacza skupieni w Stowarzyszeniu Ochrony Krajobrazu i Architektury Sudeckiej. Ich zdaniem, informacja pojawiła się tylko na stronie internetowej i na tablicy ogłoszeń. Z dokumentów nie wynika jednak, kiedy ją wywieszono.
Wyciąg w Białym Jarze wzbudza też kontrowersje wśród działaczy PTTK. Lech Drożdżyński, prezes zarządu głównego tej organizacji, uważa, że wyciąg będzie kolidował z istniejącymi tam od wie-lu lat szlakami turystycznymi. Biały Jar jest ważnym węzłem, z którego piesi turyści wyruszają w góry.
- Te szlaki mają ugruntowaną tradycję, ich przebieg wyznaczono na wielu mapach i w przewodnikach. Przeniesienie ich jest niemożliwe, bo alternatywą jest jedynie wyznaczenie szlaków po ulicach, na których jest duży ruch samochodowy - tłumaczy prezes Drożdżyński. Plany budowy nie podobają się również samym narciarzom. Wyciąg nie będzie się bowiem łączył z trasami na zboczach Kopy. Zaprzepaszczona zostanie okazja, by rozbudować istniejący już system o kolejny wyciąg. Jeśli plany inwestora zostaną zrealizowane, z Białego Jaru na Kopę trzeba będzie przechodzić z nartami na ramieniu przez ulicę.
Ryszard Sobiesiak, prezes spółki Winterpol, nie zamierza rezygnować ze swoich planów. Jego zdaniem, problemy z decyzją środowiskową prędzej czy później uda się rozwiązać. - Wyciąg powstanie. Jeśli nie w tym, to w przyszłym roku - tłumaczy inwestor.