Drogowcy rozpoczną za kilka dni na Dolnym Śląsku wycinanie drzew, które rosną zbyt blisko krawędzi jezdni. Ostrza pił i siekier dosięgną kilkudziesięciu tysięcy topól, lip i dębów, rosnących bliżej niż trzy metry od szosy. Dzięki temu kierowcy mają poruszać się bezpieczniejszymi drogami.
- Już w maju przystąpimy do wycinki drzew rosnących w najbardziej niebezpiecznych miejscach przy naszych drogach - informuje Joanna Wąsiel z wrocławskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
- To przyrodnicza zbrodnia! - denerwuje się Piotr Tyszko-Chmielowiec z Dolnośląskiej Fundacji Ekorozwoju. Ekolodzy zapowiadają protesty, bo sądzą, że bezpieczeństwo na drogach można zapewnić w inny sposób. Z kolei Mirosław Gwiazdowicz z Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu wskazuje, że w Niemczech przeciwko usuwaniu przydrożnych drzew wystąpiły organizacje społeczne. Skutek? Drzewa objęto ochroną prawną. W Polsce jednak wystarczy, że na ścięcie zgodzi się wójt lub burmistrz.
Natomiast policjanci są przychylni akcji "Drogi Zaufania". Ze statystyk wynika bowiem, że 20 procent wszystkich wypadków drogowych związanych jest z uderzeniem w drzewo.
Kilkaset zostanie powalonych przy ważnych dolnośląskich trasach Polkowice - Jakuszyce, Żmigród - Lubawka, Jędrzychowice - Brzeg oraz Syców - Kudowa-Zdrój. Tam notuje się najwięcej takich wypadków.
Jeszcze więcej drzew zostanie usuniętych przy drogach powiatowych, zwłaszcza w rejonach podgórskich i tam, gdzie szlaki są kręte. Urzędnicy szacują, że w ciągu kilku najbliższych lat piła skosi nawet kilkadziesiąt tysięcy drzew.
- Tylko w naszym powiecie do wycięcia jest ich 6 tysięcy - kręci głową Marek Makowski z Zarządu Dróg Powiatowych w Lwówku Śląskim. Dodaje, że za każde wycięte drzewo drogowcy posadzą nowe w innym miejscu.
Więcej w jutrzejszej "Polsce-Gazecie Wrocławskiej"