- Prawdziwy szturm na nasze lasy właśnie się zaczął. Jagodziarze są udręką, bo niszczą przyrodę - mówi nadleśniczy Wiesław Krzewina ze Świeradowa.
Zbieracze upodobali sobie Góry Izerskie. Od lat przyjeżdżają tu na początku wakacji, rozbijają namioty i codziennie o brzasku wychodzą na zbiory.
- Za litr płacą w skupie na razie tylko 5 złotych, ale później będzie to dwa razy więcej - przekonuje Danuta, która do Świeradowa przyjechała z małej wioski koło Leszna. Zbieranie jagód jest sposobem na dorobienie do skromnego zasiłku z opieki społecznej. - Niszczą krzaki i płoszą zwierzęta. Wchodzą w uprawy leśne i rozcinają nawet ogrodzenia ze stalowej siatki - wylicza strażnik Antoni Alchimowicz. - Musimy za to karać - dodaje. Mandat może wynieść nawet 500 złotych.
Mniej jagodziarzy pojawia się na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego, bowiem tam obowiązuje całkowity zakaz zbierania wszelkich owoców runa leśnego. Podobnie jest w Parku Narodowym Gór Stołowych. Jednak tam znaleziono złoty środek. Trzy lata temu wyznaczono strefy, w których zbieranie jagód jest legalne.
- Można je zbierać w miejscach, które są objęte ścisłą ochroną przyrody, poza ostojami zwierzyny i terenami ogrodzonych upraw - mówi Jerzy Benedyktowicz, p.o. dyrektora Parku.