- W kilku przypadkach poszkodowani zawdzięczają życie szybkiemu transportowi drogą lotniczą. Między innymi 12-letni chłopiec poważnie ranny po zderzeniu z drzewem czy czeska turystka, która doznała urazu kręgosłupa po zsunięciu się ze zbocza Śnieżki - mówi Jacek Kieżuń, ratownik GOPR.
Według Macieja Abramowicza, naczelnika grupy - ratowniczy śmigłowiec w Karkonoszach jest potrzebny przez cały rok. - Mogłyby z niego korzystać wszystkie służby ratownicze w Kotlinie Jeleniogórskiej i policja - tłumaczy Abramowicz.
Niestety, takiej potrzeby nie dostrzegli jak dotąd urzędnicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Interweniowały tam w tej sprawie władze powiatu jeleniogórskiego. - Sądzę, że uda się prędzej przekonać do dalszej współpracy żołnierzy i wojskowe śmigłowce powrócą w Karkonosze - mówi starosta Jacek Włodyga. Armia w zamian korzysta z doświadczenia ratowników podczas szkolenia żołnierzy.
Własny śmigłowiec mają w Polsce jedynie ratownicy w Tatrach. Roczny koszt utrzymania maszyny to ok. 1 mln zł. Za loty płaci MSWiA. Rocznie helikopter w Tatrach transportuje ok. 180 poszkodowanych.