Walka z plagą korników drukarzy, jakie panoszą się w tym roku wyjątkowo licznie w lasach Karkonoszy i Gór Stołowych, trwa od czerwca. Leśnicy pozbywają się szkodników przede wszystkim przez okorowywanie drzew. W ciągu pięciu miesięcy na terenie nadleśnictwa okorowano lub ścięto 11 tysięcy drzew, w których zamieszkały korniki. Ostatnie obumarłe drzewa zostaną wywiezione z lasów w najbliższych dniach. Trafią do kominków jeleniogórzan lub zostaną zamienione na deski w tartaku.
- Korniki i tak prędzej czy później wrócą. Z tymi owadami nigdy nie wygramy. Możemy jedynie ograniczyć ich szkodliwe działanie - rozkłada ręce Dariusz Kuś, specjalista ds. ochrony przyrody w Karkonoskim Parku Narodowym.
Setki tysięcy groźnych korników co roku atakują świerki, których w górach rośnie najwięcej. Jeśli leśnicy nie zdążą okorować drzewa, to dorosły owad zdąży się rozwinąć, wylezie z kory i pofrunie drążyć dziury w innych drzewach. Efektem działania młodych korników drukarzy jest powolne obumieranie drzewa, bowiem do liści nie dochodzi woda ani inne składniki odżywcze transportowane z korzeni. Na terenie KPN w tym sezonie okorowano 5 tys. drzew.
Również na terenie Parku Narodowego Gór Stołowych korników było w tym roku wyjątkowo dużo - znacznie więcej niż w poprzednich latach. Okorowano kilkanaście tysięcy drzew. Pojedyncze korniki zostały jeszcze w kilkuset.
Czesław Narkiewicz, botanik z Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze, przyznaje, że na korniki nie ma recepty. Co prawda nie pochwala okorowywania drzew i zabijania młodych owadów, jednak uważa, że ratowanie drzew jest ważniejsze.