W 1241 roku, po wielkiej bitwie z Mongołami na Dobrym Polu pod Legnicą, wielka bieda zapanowała na Dolnym Śląsku. Wprawdzie wielu wieśniaków powróciło do swych spalonych chat, ale na pogorzeliskach nie znaleźli ani narzędzi do uprawy roli, ani siana dla bydła, ani też ziarna na zasiewy. Potem pojawiło się mnóstwo obcych na drogach, którzy obłąkanym wzrokiem spoglądali wokoło, wypowiadali niezrozumiałe słowa i wyciągali dłonie po jałmużnę. Wśród nich był pewien ślepiec, który na gęślach pięknie grał i donośnym głosem śpiewał nabożne pieśni. Wróżem nazywali go wszyscy, bo w jego słowach przepowiednia się kryła: