Nie płacą go m.in. właściciele pensjonatów, hoteli i firm. Mieszkańcy zalegają także z opłatami za użytkowanie wieczyste, dzierżawę i czynszów.
Burmistrz Arkadiusz Wichniak wpadł na pomysł, jak ściągnąć długi. Postanowił wzywać niesolidnych mieszkańców do siebie "na dywanik". To w praktyce lekcja wychowania obywatelskiego. - Tłumaczę im, że podatki płacić po prostu trzeba - opowiada Wichniak. Uświadamia ludziom, że skoro zalegają z opłatami, to nie będzie pieniędzy na remonty chodników, dróg czy odśnieżanie ulic.
- Z każdym negocjuję sposób spłaty zadłużenia - zaznacza Wichniak. Jeśli wezwana osoba nie stawia się sama, wysyłam po nią straż miejską.
- To świetny pomysł - komentuje Magdalena Maslona, mieszkanka Szklarskiej Poręby. - Mam nadzieję, że przyniesie pozytywne efekty. Każdy powinien płacić podatki. Jeśli miasto wypięknieje, to i turystów przybędzie .
Do tej pory w ratuszu stawiło się na rozmowy dyscyplinujące ponad trzydziestu dłużników. Efekt? Już są pierwsze wpłaty na konto gminy. Burmistrz ma jeszcze jednego asa w rękawie, choć pomysł jest bardzo kontrowersyjny. Chodzi o to, by na klatkach schodowych rozwieszać listy z sumą zadłużenia mieszkańców budynków przy danej ulicy.
A co z tymi, którzy faktycznie są w bardzo trudnej sytuacji finansowej? Będą mogli odpracować długi.
W Świdnicy mieszkańcy zalegający z czynszem mogą umówić się z administracją na odpracowanie zaległości. Wykonują drobne naprawy w budynkach, malują klatki schodowe itp. W Wałbrzychu, gdzie administracja nie mogła sobie poradzić z dzikimi lokatorami, zajmującymi pustostany i niepłacącymi czynszu, dogadała się z firmami dostarczającymi gaz i prąd, że będą niesolidnym mieszkańcom odcinać liczniki.