- Będziemy starać się o dofinansowanie z któregoś z funduszy europejskich - mówi Ryszard Rzepczyński, zastępca burmistrza Karpacza. Przyznaje jednak, że nie przygotowano nawet dokumentacji. - Na razie budowa dróg to tylko pomysły. Dopóki nie będzie wniosku, nie ma czego popierać - tłumaczy Jerzy Pokój, radny sejmiku dolnośląskiego, mieszkaniec Karpacza.
Najwcześniej budowa nowych dróg w mieście pod Śnieżką może ruszyć dopiero za trzy lata. Tymczasem hotele i pensjonaty powstają jak grzyby po deszczu. Pozwolenia na budowę w tym roku otrzymało w Karpaczu 400 małych i dużych inwestorów.
W górnej części miasta powstaje centrum Gołębiewski. Pomieści 1200 gości, 600 aut, aquapark, hale sportowe, lodowisko, kręgielnie, pole golfowe, niewielkie centrum handlowe oraz sale konferencyjne, z których największa kongresowa pomieści 2500 osób. Pracę znajdzie w nim 450 osób.
W dolnym Karpaczu inny inwestor buduje centrum wypoczynkowo-rehabilitacyjne z siedmioma basenami. Kolejny, także z branży turystycznej, negocjuje z prywatnymi właścicielami zakup ziemi. Szybko przybywa pensjonatów i apartamentowców. Swój hotel powiększa m.in. były rajdowiec, a obecnie biznesmen - Sobiesław Zasada.
Inwestorzy chętnie wybierają Karpacz, ponieważ stał się uznaną marką w Polsce. Liczą, że wydane tu pieniądze zwrócą się szybciej, niż gdzie indziej w kraju.
- Nastawienie miejscowych urzędników też jest niezwykle ważne. Starają się nie blokować inwestycji - przyznaje Mirosław Janisz, prezes firmy budowlanej, która stawia w Karpaczu apartamentowce. Co ciekawe, oznak budowlanego boomu nie widać w odległych ledwie o kilka kilometrów Kowarach. Wielkiego ruchu nie sposób dostrzec także w sąsiedniej i wielokrotnie większej od Karpacza Szklarskiej Porębie. Choć tam wcale nie brakuje ziemi.
Według burmistrza Kowar Mirosława Góreckiego, jego miasto do tej pory znane było raczej jako przemysłowe, a nie turystyczne. Ten wizerunek ma się jednak zmienić, bo przemysłu w Kowarach już prawie nie ma. Burmistrz zapewnia, że w przyszłym roku ruszy budowa dużej stacji narciarskiej. To powinno przyciągnąć hotelarzy i restauratorów.
- Gdy Karpacz się zapcha, zacznie się boom budowlany w innych karkonoskich miejscowościach - twierdzi Mirosław Janisz.
Z kolei burmistrz Szklarskiej Poręby Arkadiusz Wichniak twierdzi, że najpierw musi uporać się z problemami komunalnymi, a dopiero później do bram miasta zapuka biznes z wielkimi pieniędzmi. - Sieć ulic została zaprojektowana w XIX wieku pod bryczki, a nie ruch samochodowy - tłumaczy Wichniak. - Konieczna jest również przebudowa kanalizacji i wodociągów. Podkreśla, że gdy się z tym upora, przyjdzie pora na hotele. Może ta metoda jest lepsza od tej, którą wybrał Karpacz?