- Mieli tam jechać na biwak, ale była zła pogoda, więc wybrali się na jednodniowy wypad w góry - mówi Marian Łata, komendant hufca ZHP w Jeleniej Górze.
Przez kilka godzin penetrowali jaskinie. Wyszli z nich bardzo ubrudzeni. Poszli umyć się do zalanego, starego kamieniołomu. Jeden z harcerzy mył się przy samym brzegu. Maksymilian i Darek weszli trochę dalej. Nagle zapadło się pod nimi dno. Obaj mieli na sobie ciężki sprzęt grotołazów. Błyskawicznie zniknęli pod wodą.
Przemysław W. rzucił się na pomoc. Jednak bez butli tlenowej nie udało mu się dotrzeć do topiących się. Zaczął wzywać pomoc. Przypadkowy przechodzień zaalarmował policję. Przyjechali płetwonurkowie ze straży pożarnej w Legnicy i Złotoryi. Kierownik akcji pozwolił Przemysławowi W. uczestniczyć w poszukiwaniach. Dał sprzęt. Instruktor od razu dotarł do ciał chłopców. Strażacy go asekurowali.
Niestety. Na reanimację było za późno.
- Przesłuchaliśmy Przemysława W. jako świadka. Przekażemy materiały prokuraturze. Ta zadecyduje, co dalej - wyjaśnia mł. asp. Piotr Klimaszewski ze złotoryjskiej policji.
Przemysław W. jest w szoku. Podobnie jak harcerz, który uczestniczył w eskapadzie. Obaj są pod opieką psychologa.
- Jesteśmy zdruzgotani - mówi cicho Marian Łata.