- Nie melduję turystów, więc nie pobieram od nich opłaty miejscowej - 1,75 zł za dobę od osoby. To tylko podwyższyłoby koszty - przyznała nam właścicielka jednego z pensjonatów w Szklarskiej Porębie. - W razie kontroli mówię, że to rodzina przyjechała.
4-osobowa rodzina z dwójką małych dzieci, która spędza w Szklarskiej Porębie weekend z dwoma noclegami, na opłacie klimatycznej oszczędza w ten sposób 10 zł. Jednak miejscowości podgórskie leżą w strefie przygranicznej i nawet jeśli spędzamy tam tylko jedną noc, powinniśmy się zameldować. A meldunek jest równoznaczny z tym, że właściciel musi zapłacić taksę klimatyczną. I omija prawo, żeby tego uniknąć.
W Karpaczu w pensjonatach niemal codziennie pojawiają się kontrole. To dzięki nim do miejskiej kasy wpłynęło w ubiegłym roku 650 tys. zł opłaty miejscowej - dwa razy więcej niż kilka lat temu. Jednak część mieszkańców wciąż omija przepisy. Szarą strefę szacuje się w miejscowościach przygranicznych na od kilku do kilkunastu procent. W lepszej sytuacji są uzdrowiska - tam do każdej pobranej opłaty budżet państwa dokłada drugie tyle. I miasteczka mają motywację do ścigania nieuczciwych hotelarzy.