Karkonosze Karkonosze i Sudety
Dolny Śląsk
Karkonosze - artykuły » Golebiewski Karpacz opi...
» Kryształy z duszą
» Powojenne losy dawnego ...
» Droga Sudecka i Zakret ...
» Młyn św. Łukasza
» Kopalnia kwarcu Stanisl...
» Kosciol parafialny oo f...
» Spotkanie rowerzystow z...
» Bezwzględna zima
» Zamek Lenno 2010
» Mapa i kompas
» Linia przez Szklarska P...
» Gustaw Heinrich – pra...
» Rozne kije rozne dyscyp...
» Gory Sokole i Rudawy Ja...
» Pamiatkowy kamien w Szk...
» Uważaj na burze!
» Chojnik
» Szlak Waloński
» Izery radonowa woda zdr...

Forum karkonoskie » Najpiekniejsze zakatki ...
» Schronisko Odrodzenie
» Szlaki piesze
» w sprawie wyciagu na sz...
» Poruszanie sie po Karko...
» Tesknie za Karkonoszami
» wybiera sie ktos w kark...
» Ciekawe spotkania
» Sklep Firmowy HiMountai...
» DUCHY,STRACHY ITP.
» ktos chetny na krotki w...
» Poszukuje literatury Wi...
» Wydawnictwa Karkonosze
» Opowiadania o Karkonosz...
» Mapa szlaki kilometraz
» Oznakowanie szlaków
» Kozie Grzbiety - szlak
» oszpecanie Karkonoszy
» WIELKIE WĘDROWANIE
» Wiosna 2011

Wspominamy... Województwo dolnośląskieW pierwszy dzień listopada wspominamy znanych Dolnoślązaków, których już nie ma wśród nas.

Jan Kaczmarek (1945-2007)

Ze sceny zawsze chciał uciekać. Czuł ogromną niechęć do publicznych występów. Peszyły go i tremowały. Ale miał to coś, co ostatecznie pozwalało mu za każdym razem przezwyciężyć swój lęk przed stanięciem oko w oko z widzami: niezwykły talent i vis comica, dzięki którym wywoływał salwy śmiechu na widowni - czy to podczas festiwalu w Opolu, czy na studenckiej FAM-ie. "Kaczmarek chciał być zwykłym inżynierem. Pech chciał, że pisał świetne dowcipne piosenki i miał poczucie humoru najwyższych lotów" - wspominał Tadeusz Drozda.

I winę za to, że Jan Kaczmarek został pierwszoplanowym gwiazdorem polskiego kabaretu, ponosi właśnie Drozda. Pan Janek wytłumaczył to w jednym z wywiadów, przypominając, że powstanie kabaretu Elita nastąpiło w "chwili historycznego postawienia mu piwa przez Tadeusza Drozdę".

Był rok 1969. Kaczmarek studiował elektronikę na Politechnice Warszawskiej. Koledzy z uczelni znali chłopaka z rozwichrzoną czupryną, który posiadł umiejętność brzdąkania na gitarze i śpiewania dowcipnych piosenek własnego autorstwa.

- On już wtedy był gwiazdą na polibudzie - opowiada Jerzy Skoczylas, który wówczas również przyjął propozycję Drozdy i dołączył do Elity. - Gdyby nie Janek, nie odnieślibyśmy sukcesu ani na FAM-ie, ani w Opolu - wspominał Skoczylas.

"Około 1970 roku napisałem piosenkę "Kurna chata" i ku mojemu zdziwieniu została ona zakwalifikowana na Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu. Pojechaliśmy, zaśpiewaliśmy i wygraliśmy" - pisał w swoim życiorysie Kaczmarek. Był rok 1971 i Elita została wyróżniona w Opolu nagrodą Radiokomitetu. Wtedy też rozpoczęła się na dobre trwająca do dzisiaj kariera kabaretu. "Chyba wówczas ostatecznie do nas dotarło, że inżynierami to my już nie będziemy" - wspominał Drozda.

"Kurną chatę" śpiewała cała Polska, a Kaczmarek produkował kolejne przeboje i prosił kolegów, by śpiewali je publicznie bez niego. "Uciekaliśmy się do podstępów. Okłamywaliśmy go, że wyjdzie na scenę tylko na chwilę. Tłumaczyliśmy, że bez niego sobie nie poradzimy" - opowiadał o metodach scenicznych rekrutacji Drozda.

Dowcipnymi studentami zainteresowało się szybko Polskie Radio, które wówczas udostępniało sporo antenowego czasu młodym kabareciarzom. Przyuważył ich Andrzej Waligórski, szef wrocławskiego magazynu rozrywkowego "Studio 202". I najpierw Kaczmarek w 1973 roku, a za chwilę cała Elita podpisali kontrakt z Polskim Radiem. Kaczmarek był etatowym tekściarzem we wrocławskiej rozgłośni, ale zaraz ogólnopolska Trójka zapragnęła mieć go u siebie.

Marcin Wolski, rezydujący w Warszawie satyryk, zaangażował Kaczmarka wraz z Elitą do Programu Trzeciego. Wyprodukowane przez kabaret programy ukazywały się najpierw w "Ilustrowanym Tygodniku Rozrywkowym", a następnie w bardzo popularnym magazynie "60 minut na godzinę".

Triumfy święcili też w ogólnopolskich wydaniach "Studia 202". Zresztą swojego pierwszego pracodawcy - Andrzeja Waligórskiego - nie zdradzili nigdy. Był ich mistrzem, przyjacielem i autorytetem nie tylko w dziedzinie poczucia humoru.

Waligórski twierdził, że Kaczmarek ma dar do humoru refleksyjnego, przemyślanego, głębokiego. Kiedy w 1980 roku Czesław Miłosz dostał literackiego Nobla, Kaczmarek wysmarował taką oto piosenkę: "Nie znałem pana, panie Czesławie, choć mi maturę wydano/i wierszy pańskich z głowy nie strzelam, bo strzelać nam nie kazano". Po czym wyznał publicznie, że naprawdę nie wiedział, kto to ten Miłosz. W związku z tym noblista zaprosił niedouczonego kabareciarza na wieczór autorski i poprosił go o wyśpiewanie szczerej pieśni. "To był jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Mogłem porozmawiać z Miłoszem, a nawet zrobiłem z nim wywiad. Później przeczytałem chyba wszystko, co on napisał" - opowiadał po latach.

Publiczność go uwielbiała, bo był satyrykiem z wielką kulturą. W jego piosenkach nie było chamstwa i prostackiego humoru. Było wiadomo, że każdy jego nowy utwór to zaskoczenie. Na warsztat brał tematy niezbyt kabaretowe i umiał bawić się słowami, bawiąc do łez. Nie był to jednak ryk widowni i zrywanie boków. Publiczność w te jego satyryczno-poetyckie kawałki się wsłuchiwała. "Polskie Strzechy", czyli "Nie angielskie, nie kreolskie", "Zerowy bilans, czyli pero, pero", "Czego się boisz głupia", "Do serca przytul psa", "Ballada o mleczarzu", "Wapno", "Co się zżera w jeziorze", "Oj naiwny", "Europa" stały się przebojami i przeszły nie tylko do historii kabaretu, ale znajdują się w encyklopedii polskiej muzyki rozrywkowej. "One przychodziły do mnie znienacka. Siadałem i pisałem. Ot i wszystko. Na początku niestety nie zdawałem sobie sprawy, że będę musiał je śpiewać" - kwitował Kaczmarek, który pokazał nam, że przy pomocy śmiechu można pokonać nawet największe słabości i lęk.

Jan Kaczmarek zmarł 14 listopada 2007 r. na chorobę Parkinsona, na którą cierpiał od lat 80. Pochowano go na cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu.

Agata Mróz (1982-2008)

Z Agatą Mróz rozmawiałem kilka dni przed operacją - przeszczepem szpiku. Sympatycznie, na luzie, choć mąż dbał, by nie za długo. By nie odbierać sił komuś, kto ma ich niewiele, a musi stoczyć najważniejszą bitwę. O życie.

Dzień w dzień przemierzała Agata drogę krzyżową. Cierpiąc, a jednocześnie uśmiechając się. Męcząc się, lecz żyjąc nadzieją. Wiedziała, że pod murami wrocławskiej kliniki przechadzają się mąż z córeczką Lilianą, więc pragnęła tylko do nich dołączyć. Wiele chciała od życia?

Chociaż siły opuszczały Agatę z dnia na dzień, to o tę rodzinę walczyła z niesłabnącą determinacją. Gdy kolejni lekarze odradzali ciążę, szła po prostu do następnego. Aż w końcu usłyszała to, co chciała usłyszeć - proszę spróbować. I stało się to we Wrocławiu.

Gdy wydała na świat córkę, była wniebowzięta. I rezolutnie przyznała, iż tę ciążę pomógł jej donosić cały naród. Tak, była Agata osobą ciepłą oraz kochającą rozdawać szczęście innym. No i skorą do żartów. Personel wrocławskiej kliniki mógł żartobliwie zwracać się do niej per "nasza wysokość". Trudno było przecież o łóżko, w którym nasze Złotko nie czułoby się skrępowane. Bawiły ją też odwiedziny brata Pawła (215 cm), koszykarza Śląska Wrocław.

- Wyglądał komicznie, bo nie mają tu sterylnych ciuchów w jego rozmiarze - tłumaczyła. Siostrę Kasię, również siatkarkę (194 cm), czule nazywała z kolei szaloną wariatką.

Czy 4 czerwca Agata przegrała? Bzdura! Do ostatnich chwil radowała się, że Lilka tak pięknie rośnie.

Przyszłego męża, Jacka Olszewskiego, poznała w górach, pod stokiem. Przyjechał tam pojeździć z kolegami na desce. Zamienili raptem kilka słów i w tej samej chwili poczuli, że te dwie połowy pasują do siebie jak ulał. Nieco później on wysłał jej omyłkowo - miast do kolegi - SMS-a o treści: "Fajna ta Agata". W ramach riposty odebrał w swoim telefonie taką oto wiadomość: "To się z nią umów". No i się umówili. Zawarta została też między nimi inna umowa - że Jacek wychowa Lilianę na dobrego człowieka. Takiego, jakim była mama.

We wrocławskiej klinice hematologii towarzyszami niedoli byli mali pacjenci. I choć Agata wielu przewyższa niemal dwukrotnie, w tej placówce wszelkie różnice się zacierały. - Bo tu wszyscy jesteśmy równi. Zresztą nigdy nie czułam się osobą ani znaną, ani wielką. Może tylko wysoką - skromnie zauważała siatkarka.

- Traktowałem ją jak własną córkę. No więc gdy urodziła się Lilianka, łza mi się w oku zakręciła. Zostałem przecież siatkarskim dziadkiem tego maleństwa, jak to Agata ujęła - mówi nam selekcjoner Andrzej Niemczyk, który w latach 2003-2005 był niczym król Midas. Za co się nie wziął, to zamieniał w złoto. Z dużą pomocą nieprzeciętnej środkowej bloku. Dostała się ona przecież do kadry Niemczyka jako zawodniczka II-ligowego klubu z Ostrowca Świętokrzyskiego. I z tego właśnie szczebla odbiła się aż na najwyższy stopień podium mistrzostw Europy w Turcji (2003).

- Grała sobie w tej niższej lidze i mieszkała gdzieś w internacie. Zadzwoniłem do Agaty i powiedziałem, że chciałbym ją zobaczyć na zgrupowaniu kadry. Później mi zdradziła, że gdy to usłyszała, o mało z krzesła nie spadła. A gdy już ją zobaczyłem, to wiedziałem, że w krótkim okresie czasu można z niej zrobić wspaniałą zawodniczkę - wspomina Niemczyk.

Z chorobą Agata zaczęła się zmagać jako nastolatka. Były przerwy w treningach, czasem łzy. Stąd właśnie ta kwarantanna w niższej lidze.

Była też jednak wiara w lepsze jutro.

- Do 2005 roku jej wyniki wciąż się poprawiały. Jednakże w sezonie 2005/2006 przestała wytrzymywać reżim. Przyznawała, że czuje się zajechana. I choroba się potoczyła - z bólem wspomina Andrzej Niemczyk.

O niego też Agata dbała. No bo skoro on traktował ją jak córkę, ona troszczyła się o niego jak o ojca.

- Czasem ja goniłem ją, a czasem ona mnie. Kiedy za długo przesiadywałem na dole w barze podczas zgrupowań w Szczyrku, przychodziła po mnie i mówiła: "Wracamy na górę, jutro ciężki dzień". Kiedy z jej wynikami zaczęło być gorzej i w klubie już nie trenowała, to telefonowała, że chciałaby przyjechać na zgrupowanie kadry i chociaż trochę sobie poodbijać. Nie godziłem się i wtedy była na mnie zła. Nie mogłem jednak pozwalać na to w sytuacji, gdy byle dotknięcie kończyło się krwiakiem i siniakiem. Brakowało przecież krzepliwości krwi. Tłumaczyłem Agacie, że jak się poślizgnie, to nawet nie zdążymy jej do szpitala zawieźć - wyjaśnia były selekcjoner, który swoją chorobę (nowotwór) zdołał pokonać.

Siatkarski dziadek ma plan, by pomóc "wnuczce" na tyle, na ile można. - Chcę otworzyć rachunek dla małej. Nie fundację, a rachunek. Od pewnej kwoty nie trzeba odprowadzać podatku. Jest wystarczająco dużo siatkarek i siatkarzy, którzy chętnie wpłacą coś na to konto - zaznacza Andrzej Niemczyk.

O Agacie też nie zapomnimy. Śpij spokojnie, Złotko.

(Wojciech Koerber)

Wojciech hrabia Dzieduszycki (1912-2008)

Dwa lata temu artykuł dwóch rzeszowskich historyków pt. "Życie w ukryciu. Agenturalna współpraca Wojciecha Dzieduszyckiego z aparatem bezpieczeństwa Polski Ludowej w latach 1949-1972" przykrył cieniem jeden z najbarwniejszych życiorysów w powojennej Polsce. W ubeckich aktach występuje pod kryptonimami "Jedynka" i "Turgieniew".

Pochodził z zamożnej rodziny szlacheckiej. Otrzymał staranne wykształcenie muzyczne, ale też skończył Wydział Rolniczo-Leśny Politechniki Lwowskiej oraz Wydział Budowy Maszyn Młynarskich w Hamburgu. W czasie okupacji, aresztowany przez gestapo, trafił do obozu w Gross-Rosen. Do Wrocławia przyjechał parę miesięcy po wojnie.

Został dyrektorem młynów i animatorem życia kulturalnego. Z racji wykształcenia był jednym z organizatorów, już 1946 roku, Międzynarodowego Festiwalu Chopinowskiego w Dusznikach-Zdroju, Dolnośląskiego Towarzystwa Muzycznego, Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków. Walczył piórem o utworzenie Filharmonii Wrocławskiej, dzięki niemu powołano Wrocławską Orkiestrę Symfoniczną i popularny do dziś Klub Muzyki i Literatury. Przykładał rękę do powstania wrocławskiego ośrodka telewizyjnego.

Był prezesem koła Towarzystwa im. Fryderyka Chopina i doprowadził do odsłonięcia pomnika patrona we Wrocławiu. Wraz z żoną Haliną założył kabaret "Dymek z papierosa". Aktor, śpiewak, dyrygent, reżyser, tłumacz, autor piosenek, działacz kulturalny, dziennikarz telewizyjny, felietonista, krytyk muzyczny i teatralny. Miał 96 lat.

Józef Dudek, matematyk (1939-2008)

Wybitny matematyk, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, twórca sławnego salonu dyskusyjnego, w którym co piątek spotykali się znani artyści, pisarze, lekarze i naukowcy. Stworzył go na wzór słynnej lwowskiej kawiarni. Przez mieszkanie profesora przewinęło się ponad tysiąc osób. Prowadzone w salonie Józefa Dudka dysputy przedłużały się często do późnej nocy. Matematyk planował spotkania z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Gośćmi salonu byli m.in. Lech Wałęsa, Władysław Bartoszewski i Jan Nowak-Jeziorański.

Szymon Kempisty, naukowiec (1981-2008)

Zginął 22 marca w lawinie śnieżnej, która zeszła w Białym Jarze w Karpaczu. Był jednym z najlepszych instruktorów snowboardowych w Polsce. Należał do ludzi, którzy najlepiej czuli się w górach. Był doktorantem na Uniwersytecie Wrocławskim.

Ryszard Natusiewicz, rysownik (1927-2008)

Wrocławski architekt, profesor Politechniki Wrocławskiej. Popularność zdobył jako autor cyklu rysunków "Piórkiem i węglem", które publikował na łamach wszystkich wrocławskich gazet i periodyków. Uwiecznił na nich największe skarby starej, dolnośląskiej architektury. Do najciekawszych serii należą fragmenty zabudowań Uniwersytetu Wrocławskiego, wieży ratuszowej w Otmuchowie czy późnobarokowego opactwa cystersów w Lubiążu.

Alfred Wołczyński, menedżer (1929-2008)

Jedna z najbardziej zasłużonych postaci w historii KGHM. Był m.in. dyrektorem technicznym Zakładów Górniczych Lubin. Starsi kibice piłki nożnej pamiętają go jako prezesa Zagłębia Lubin.

Wojciech Sitek, socjolog (1945-2008)

W 1969 r. skończył prawo, cztery lata później - filozofię. Doktorat obronił na Uniwersytecie Poznańskim, habilitował się już we Wrocławiu. Stworzył Instytut Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego, był członkiem zarządu głównego komitetu socjologii PAN. Oprócz uniwersytetu, wykładał także w Dolnośląskiej Szkole Wyższej i w PWST. Specjalizował się w problemach współczesnej kultury; we wrocławskim miesięczniku "Odra" prowadził przez wiele lat rubrykę "Notatki socjologa". Zmarł nagle w maju - dostał wylewu. Miał 63 lata.

Jan Różewicz, reżyser (1953-2008)

Dramaturg i scenarzysta filmowy. Syn poety Tadeusza. Współpracował z wieloma scenami w całym kraju, choć najczęściej z tymi z rodzinnego Wrocławia. 10 lat temu do księgarń trafił jego debiutancki tomik wierszy zatytułowany "Karty Merkucja". Przez wiele lat związany był z "Notatnikiem Teatralnym", publikował w "Odrze".

Leonard Michalak, prawnik (1948-2008)

Miłośnik Legnicy. Skończył prawo na Uniwersytecie Wrocławskim. Pracował jako prokurator przez 30 lat. Prowadził najtrudniejsze śledztwa, najczęściej w głośnych i bulwersujących opinię publiczną sprawach. Specjalista od zamachów bombowych, które stały się plagą w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Był także jednym z pomysłodawców powstania Stowarzyszenia "Tarninów", które z założenia ma promować i pielęgnować najpiękniejszą dzielnicę Legnicy.

Zbigniew Kamiński, prezes Turowa Zgorzelec (1950-2008)

Przez 22 lata był związany z klubem koszykarskim Turów Zgorzelec. To on prowadził klub, gdy przed czterema laty drużyna wywalczyła awans do koszykarskiej ekstraklasy. Zawsze otwarty, szczery, dowcipny. Był dla zawodników i kibiców trochę ojcem i trochę przyjacielem. Był ikoną klubu i basketu w Zgorzelcu, a jego odejście to dla wszystkich sympatyków koszykówki wielka strata.

Aleksandra Targowska, lekarz onkolog (1965-2008)

Specjalista chemioterapii z Jeleniej Góry. Znakomity fachowiec, oddana bez reszty pacjentom, którzy nazywali ją "Doktor Ola". Miała dla nich czas i uśmiech. Planowała wyjechać na misje charytatywne. Nie zdążyła.

Alicja Tabiś, pisarka (1936-2008)

Autorka książek podróżniczych i o historii Karpacza. Artystyczna, niespokojna dusza. Współorganizatorka cyklu Muzycznego Ogrodu Liczyrzepy, w którym spotykali się młodzi wokaliści operowi. Przyczyniła się do ponownego odkrycia utworów operowych o karkonoskim Duchu Gór. Energiczna i zawsze pełna pomysłów. Mając 70 lat cieszyła się, że nauczyła się wysyłać mejle. Dzięki jej staraniom w szkole w Karpaczu mieszkańcy zrealizowali w 2004 roku spektakl operowy o Liczyrzepie.

Jan Mazur, redaktor (1947-2008)

Redaktor muzyczny Polskiego Radia Wrocław. Z wykształcenia był polonistą, ale zamiast uczyć w szkole, wybrał radio. Przez wiele lat prowadził w publicznej rozgłośni programy z muzyką jazzową.

- Był nie tylko świetnym dziennikarzem muzycznym, ale także znakomity mówcą - mówi wrocławski trębacz jazzowy Zbigniew Czwojda. Równie ciekawie potrafił w kameralnej rozmowie opowiedzieć o swojej ulubionej płycie, co poprowadzić duży koncert.

Zygmunt Łuszcz, redaktor (1937-2008)

Skończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach pracował w "Przeglądzie Sportowym". Po przeprowadzce do Legnicy związał się z "Gazetą Robotniczą", pisywał do "Słowa Polskiego". Był też jednym z twórców "Tygodnika Konkrety", w którym pracował od założenia w roku 1972 do początku lat 90. Był także jednym z pierwszych autorów w "Gazecie Legnickiej", która powstała w 1991 r. Po jej likwidacji rozpoczął współpracę z "Panoramą Legnicką". Przypominał znanych legnickich sportowców i trenerów.

Robert Marczewski, żołnierz (1980-2008)

Jeleniogórzanin, który pełnił misję wojskową w Afganistanie. Mieszkał i wychowywał się w Cieplicach. Marzył od dziecka, by być żołnierzem, jak ojciec. Służył w 6. batalionie desantowo-szturmowym w Gliwicach. Był dowódcą patrolu. Zginął w Afganistanie w wyniku eksplozji ładunku, na który najechał wóz bojowy. Pozostawił żonę i jedno dziecko.

RED - POLSKA Gazeta Wrocławska
www.naszemiasto.pl
02-11-2008 09:54
Komentarze Brak komentarzy.
Dodaj komentarz Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Przeszukaj Karkonosze.ws
Szukaj:
Artykuły Newsy Forum Użytkownicy
Przetargi.pl i zamówienia publiczne
Turystyka - Wypoczynek - Wycieczki - Podróże - Travel - Noclegi - Urlop

Zdjęcia Karkonoszy Nad przepaścią
Karkonosze październik 2008

» Bufet na stacyjce Harra...
» Harrachov Centrum
» Mumlavska Bouda
» Harrachov Kapliczka
» Harrachov hotel
» Harrachov Stacja
» Zamarzniety jeep na sta...
» Zamarznięta para
» Samotnik
» Zima pod Szrenicą
» Filmy o Karkonoszach

Karkonosze
Zobacz
Logowanie
Login:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Przypomnij hasło

Zarejestruj się!
Użytkowników Online - gości online: 26
- zarejestrowanych: 331 / 0
- najnowszy: izer