W siedzibie poznańskiego księcia wstawiono okna plastykowe.
Lechu (24-12-2007 13:26) Zapomniana rezydencja poznańskiego księcia
Kilka zdań na temat jedynych słusznych prawd objawionych w środowiskach przewodnickich z Dolnego Śląska. O zapomnianej rezydencji namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego w Ciszycy koło Kowar zamieściłem artykuł na stronie Klubu Sudeckiego z Poznania => http://www.ksp.lanet.wroc.net/aniol.htm Zwróciłem w nim uwagę, że za transakcją zakupienia tego pałacu przez Antoniego Radziwiłła kryje się inspiracja wydania w Poznaniu pierwszego w historii polskiego przewodnika górskiego po "Olbrzymich górach" (tak wtedy nazywano Karkonosze) i w ogóle po polskich górach.
Właśnie doszły do mnie słuchy, że w ostatni weekend listopada tego roku w sąsiadującej z Ciszycą wsi Bukowiec odbyły się zajęcia kursowe Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich PTTK z Wrocławia. Zastanawia mnie, dlaczego program kursu pominął pobliską zapomnianą rezydencję poznańskiego księcia, a skupił się drobiazgowo na szczegółach dotyczących byłej posiadłości pruskiego rodu arystokratycznego von Reden? Czyżby historia związków tych terenów z Polską w ogóle nie leżała w zainteresowaniach tych, którzy ustalili kanon jedynych słuszych prawd objawionych dla przyszłych kandydatów na przewodników sudeckich?
W Ciszycy można ukazać nie tylko rozdział pięknej historii, ale też wzbudzić zainteresowanie losem zabytków świadczących o historycznych związkach Polski, a ściślej Wielkopolski i Poznania z regionem Sudetów oraz ogromym wkładzie Wielkopolan w popularyzowanie tych terenów jako miejsca kuracji zdrowotnych i turystyki. W artykule napisałem o zapomnianej i zaniedbanej dawnej rezydencji poznańskiego ksiecia w Ciszycy koło Kowar, a przecież drugą posiadał w Lądku Zdroju. Jest taki na przykład zaniedbany pomnik św. Jana Nepomucena w Cieplicach z XVIII w. związany z fundacją kasztelana poznańskiego Rafała Gurowskiego, była też tablica epitafijna Kazimierza Jaraczewskiego z Lipna koło Leszna, która zniknęła już po wojnie w niejasnych okolicznościach w latach 70-tych, doprowadzono do kompletnej ruiny po pożarze willę dra Aleksandra Ostrowicza - autora wydanego w Poznaniu w 1881 r. pionierskiego przewodnika po Lądku i kłodzkich górach i wiele innych miejsc i pamiątek związanych z działalnością Polaków, a zwłaszcza Wielkopolan na tych terenach. To przykre, że o tych miejscach się zapomina, że o nie się nie dba, że są ludzie, którym to jest na rękę. Tacy ludzie najchętniej by przywrócili nazwę "Wieży Bismarcka" na Wielkiej Sowie, a przecież wiadomo kim ów twórca Kulturkampfu był dla Polaków.
Dla tego środowiska taka postawa to chyba nic nowego. Przecież już kiedyś działacze PTTK związani z wrocławskim Studenckim Kołem Przewodników Sudeckich usiłowali storpedować inicjatywę upamiętnienia wpomnianego polskiego lekarza z Lądka. Za sprawą jednego z nich władze Lądka i Stronia Śląskiego po kolei odmówiły zgody na umieszczenie tablicy pamięci dr. med. Aleksandra Ostrowicza. Pisała o tym nawet prasa.
W wydawnictwie wrocławskiego SKPS "Karkonosz" opublikowany został paszkwil zatytułowany "O Aleksandrze Ostrowiczu - inaczej", w którym wszyscy niemieccy lekarze w Lądku zostali przedstawieni jako "wybitni", natomiast polski lekarz - jako przeciętny i niczym nie wyróżniający się lekarz uzdrowiskowy. Więcej o tej sprawie => http://www.ksp.lanet.wroc.net/kto.htm Zwracam na to szczególnie uwagę, bo niestety pewne tendencje - jak widać - się umacniają.
Pozdrawiam
Lechu z Poznania
