Do schroniska nie dotarli. Zaniepokojeni znajomi zawiadomili rodziców Roberta, którzy mieszkali w pobliskim Międzylesiu. Rozpoczęły się poszukiwania. Nazajutrz pies jednego z ratowników znalazł zwłoki.
Na miejscu był Zbigniew Jagielaszek z GOPR-u. Pamięta upalny dzień i unoszącą się mdłą woń rozkładających się ciał. Leżeli 10 metrów od siebie. Oboje mieli ściągnięte do kolan spodnie. Ktoś chciał upozorować gwałt. Ale to była egzekucja. Chłopaka zabito dwoma strzałami w głowę, dziewczynę jednym między oczy.
Zastrzelono ich w biały dzień. W górach było mnóstwo turystów, ale nikt niczego nie widział. Przez 11 lat nie udało się znaleźć zabójcy.
- Trudno nam było ruszyć z miejsca - wspomina Janusz Bartkiewicz, emerytowany policjant, który przez 5 lat zajmował się tą sprawą. - Nie było motywu, ani świadków.
Jestem pewien, że byli przypadkowymi ofiarami - dodaje.
- Niestety, dostaliśmy odpowiedź, że łuski pocisków, od których zginęli studenci, nie pasują do żadnej broni, którą czeska policja ma w rejestrach - mówi Ewa Ścierzyńska z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
Policjanci nieoficjalnie nie kryją, że to była ostania szansa na rozwiązanie tej sprawy. Zwłaszcza że sprawdzili już setki tropów, kilka razy szczegółowo analizowali akta, czy czegoś nie przeoczono.
Oficjalnie wrocławscy funkcjonariusze nie tracą jednak nadziei i nie zamierzają sprawy przekazać do tzw. Archiwum X. (to grupa śledczych z Krakowa, która zajmuje się sprawami starymi i umorzonymi).
- Mamy dobrych fachowców i zabezpieczone dowody. Może za jakiś czas, kiedy pojawiają się nowe możliwości, wznowimy sprawę - tłumaczy Krzysztof Zaporowski z dolnośląskiej policji. I zapewnia, że policjanci będą o niej pamiętać.
- Trzeba liczyć też na szczęście. Być może w przyszłości zatrzymamy jakiegoś przestępcę, który będzie coś o tej strasznej zbrodni wiedział - mówi.
Dziś o zabójstwie przypominają 2 krzyże złączone łańcuszkiem. Stoją przy niebieskim szlaku, tam gdzie znaleziono ciała. Na łańcuszku wisi tabliczka z napisem: "Byli młodzi, wrażliwi, pełni radości życia. Zginęli od kul zabójcy, w górach, które tak ukochali".
Wciąż nie wiadomo, kto w styczniu 1993 r. zabił Tadeusza Stecia - przewodnika górskiego z Jeleniej Góry. Ciało 68-letniego mężczyzny znaleziono w jego domu. Przyjęto hipotezę, że ofiara znała sprawcę. Nie wiadomo też, kto 8 lat temu zabił Ryszarda Cyrka - handlarza walutą z Jeleniej Góry. 45-latek był inwalidą i dorabiał do renty. W dniu zaginięcia miał przy sobie sporo pieniędzy. Został zastrzelony. Bezkarni są też dwaj gwałciciele i zabójcy 15-letniej Małgosi z Wrocławia. Dziewczynę zamordowano w sylwestra 1996 r. Ze śladów znalezionych na miejscu wynikało, że zabójców było co najmniej trzech. Po kilku latach śledztwa ujęty i skazany został jeden - Tomasz K. z Wrocławia.
Nie wiadomo też, kto w 1990 r. zabił i poćwiartował młodego mężczyznę w Legnicy, a szczątki rozrzucił. Od zarzutów uwolniono 5 Romów.